Pierwsza krucjata

 

 

Organizacja pierwszej krucjaty

Okoliczności, które w dużym stopniu zaważyły na powodzeniu akcji podejmowanej przez papieża, były różnorodne. Tak więc względne przeludnienie wsi zachodnioeuropejskiej wpłynęło w tym okresie na ruchliwość ludności chłopskiej. Była ona również w większym stopniu, niż dawniej, podatna na wszelką agitację nawołująca do poprawy bytu. Mogły to być równie dobrze wezwania do antyfeudalnych wystąpień zbrojnych, jak do wędrówki w poszukiwaniu wyśnionego Królestwa Bożego na ziemi, jakim w mniemaniu mas chłopskich musiała być doczesna ojczyzna Chrystusa. W inny sposób do wezwań papieskich podchodzili feudałowie. Ale i oni byli żywo zainteresowani możliwością zdobycia nowych ziem, które pozwoliłyby na wyposażenie młodszych potomków rodzonych dynastii feudalnych, pozbawionych widoków na uzyskanie lenn w kraju. Nie należy wreszcie lekceważyć wpływu fanatyzmu religijnego, który odegrał bez wątpienia niepoślednią rolę przy organizowaniu krucjaty.

Ogłoszenie jej było jednak zupełnym zaskoczeniem nawet dla najbliższego otoczenia papieża. Po odbyciu synodu wielkopostnego w Piacenzy, latem 1095 roku przekroczył Urban II Alpy i udał się do Francji, aby dopilnować tam osobiście dzieła reformy. Synod poświęcony temu zagadnieniu został przezeń zwołany do Clermont w Owernii na dzień 18 listopada. Zgromadził się nań spory zastęp duchowieństwa, natomiast feudałowie świeccy, których na tego rodzaju zjazdy zazwyczaj zapraszano, stawili się tym razem stosunkowo nielicznie.

Przebieg obrad nie zapowiadał ich sensacyjnego zakończenia. Dopiero bowiem w zamykającym przemówieniu papież poruszył sprawę krucjaty. Po przedstawieniu w gorących słowach ciężkiego położenia wyznawców Chrystusa w Ziemi Świętej, wezwał obecnych do przyjścia z pomocą uciśnionym przez wyzwolenie Palestyny z jarzma tureckiego. Mówca potrafił wśród obecnych zbudzić tak wielki entuzjazm, że zaczęli oni masowo zgłaszać swój udział w projektowanej krucjacie. Jako swego przedstawiciela (legata) wyznaczył papież Ademara z Monteil, biskupa Puy.

Ze względu na stosunkowo słabą obecność na synodzie feudałów świeckich, ustalono termin wymarszu na dzień 15 sierpnia 1096 roku, na razie zaś podjęto energiczna propagandę celem powiększenia liczby zgłoszonych ochotników. Propaganda prowadzona tak przez duchowieństwo świeckie, jak zakonne, nie cofała się przed użyciem notorycznych falsyfikatów, jak na przykład apokryficznej bulli Sergiusza IV (1009-1012) oraz wykorzystywaniem ciemnoty i fanatyzmu słuchaczy. Toteż jej wyniki przekroczyły najśmielsze oczekiwania Papieża.

 

Krucjata ludowa

Obok feudalnego rycerstwa, zaprawionego w boju, zgłaszali się masowo słabo wyekwipowani chłopi, będący w takiej wyprawie jedynie ciężarem. Liczne zgłoszenia napływały zwłaszcza z północnego pogranicza Francji i Cesarstwa. Na tym bowiem obszarze, dotkniętym klęską nieurodzaju, spodziewano się głodu na przednówku roku 1096. Przy ówczesnym zaś słabo rozwiniętym systemie wymiany. Ludność obszaru dotkniętego nieurodzajem nie mogła liczyć na żadną pomoc. Toteż wezwania wędrownego kaznodziei, nazywanego w źródłach pustelnikiem Piotrem z Amiens, padły na podatny grunt. Chłopi uznali je za ratunek zesłany im przez niebo. Nie orientowali się oczywiście w trudnościach wyprawy, wierzyli natomiast, że spowoduje ona radykalną poprawę warunków ich bytu. Cel swojej wędrówki, biblijne Jeruzalem, wyobrażali sobie jako wyśnioną ziemię obiecaną. Słabo wyekwipowani i uzbrojeni, zgłaszali się z żonami i dziećmi.

W perspektywie grożącego im głodu ludzie ci nie mogli oczekiwać wyznaczonego terminu wyruszenia krucjaty. Toteż pustelnik Piotr z Amiens, w miarę napływania ochotników, kierował ich ku wschodowi. Powstało w ten sposób pięć różnych oddziałów, na których czele stanęli zaimprowizowani przywódcy. Ich liczebność oceniano bądź to bardzo wysoko (około 180 000 ludzi) bądź tez śmiesznie nisko (około 12 000) ludzi). Obie jednak skrajności były chyba dalekie od prawdy.

Z ochotników chłopskich wyruszających na wschód dla wyzwolenia Ziemi Świętej nikt nie osiągnął celu, a znaczna większość uległa rozproszeniu już nad Renem z powodu grabieży i ekscesów antysemickich, których się dopuszczali. Dwa tylko oddziały i to z wielkimi stratami dotarły do Konstantynopola w dniu 1 sierpnia 1096 roku. Nie chcąc wbrew radom cesarza Aleksego, oczekiwać na przybycie wyprawy rycerstwa, przeprawili się przez brzeg azjatycki i w pierwszej bitwie stoczonej z Turkami zostali całkowicie wytępieni.

 

Krucjata rycerska

Inne były losy krucjaty rycerstwa. Jej rekrutacja przekroczyła również najśmielsze przewidywania organizatorów. Sam Urban II obliczał zgłoszonych krzyżowców na 300 000 głów. Ponieważ tak olbrzymiej armii nie dałoby się w marszu wykarmić, organizatorzy zgodzili się na to, ze do Konstantynopola wyruszy ona w paru kolumnach, skupiających krzyżowców pochodzących z jednego i tego samego terytorium, i będzie wędrować różnymi szlakami. Tak więc lotaryńczycy, pod wodzą księcia dolnolotaryskiego Gotfryda z Bouillon i jego brata Baldwina, pośpieszyli ku Bałkanom doliną Dunaju, a więc lądowym traktem pielgrzymów udających się do Ziemi Świętej. Normanowie włoscy, mając na swym czele syna  Roberta Guiscarda – Boemunda oraz siostrzeńca tego ostatniego – Tankreda, przeprawili się przez cieśninę Otranto. Prowansalczycy, prowadzeni przez hrabiego Tuluzy Rajmunda z St. Gilles i legata papieskiego Ademara z Monteil, wybrali drogę poprzez północne Włochy i Dalmację. Wreszcie mieszkańcy północnej Francji i Flandrii, dowodzeni przez Roberta księcia Normandii, Stefana hrabiego Blois i Roberta hrabiego Flandrii, dotarli do portu w Bari w południowych Włoszech, a stamtąd morzem do Dyrrachium.

 

Stosunek Bizancjum do krzyżowców

Wieść o nadciąganiu tak licznych zastępów rycerstwa zachodniego napawała niepokojem cesarza Aleksego. Sytuacja polityczna Bizancjum nie wymagała bowiem w tym czasie obcej pomocy. Zachodziła więc obawa, że przybysze zechcą podporządkować sobie osłabione Cesarstwo, a w najlepszym razie zmusić je do uznania prymatu rzymskiego i wyrzeczenia się schizmy kościelnej. Aby zapobiec temu niebezpieczeństwu, Aleksy postanowił nakłonić krzyżowców do złożenia przysięgi lennej i obietnicy, że wszystkie odzyskane w walce z Turkami ziemie zostaną zwrócone prawowitemu władcy, to znaczy cesarzowi bizantyjskiemu. Stopniowe nadciąganie uczestników krucjaty do Konstantynopola ułatwiło realizację tego planu. Droga perswazji wobec jednych, a nacisku wobec drugich, udało się cesarzowi osiągną swój cel. Po złożeniu przysięgi, uczestnicy krucjaty zostali stopniowo przewiezieni na brzeg azjatycki. W dniu zaś 6 maja 1097 roku po przekroczeniu pobliskiej granicy tureckiej, stanęli pod murami Nicei.

 

Kampania anatolijska

W okresie, gdy krzyżowcy podejmowali kroki zaczepne przeciwko Seldżukom, ci ostatni znajdowali się w pełni wojny domowej. Po śmierci bowiem sułtana Malikszacha (1092 rok), stworzone przez jego ojca państwo rozpadło się na szereg emiratów, walczących między sobą o hegemonię.

Sąsiadujący z Bizancjum emirat Ikonium obejmował wprawdzie rozległe obszary, należała bowiem doń cała Anatolia (Azja Mniejsza), był jednak osłabiony długoletnią walką z emiratem Mossulu. Jego główne siły były więc podówczas skoncentrowane na wschodzie. Toteż inwazja krzyżowców zastała obrońców Nicei słabo przygotowanych do obrony. W tych okolicznościach po sześciu tygodniach, kiedy odsiecz ze schodu nie nadciągała, oblężeni zdecydowali się otworzyć bramy miasta, ale nie przed łacinnikami, którym to nie ufali, lecz przed wojskami bizantyjskimi. Krok ten stał się źródłem nieporozumień między posiłkowym korpusem bizantyjskim a krzyżowcami. Powiększały się one w miarę dalszego posuwania się krucjaty w głąb obszarów okupowanych przez Turków.

Słabą stroną wielkiej armii krzyżowców był brak jednolitego dowództwa. Każdy z panów feudalnych działał bowiem na własną rękę. A że obok oficjalnego celu krucjaty miał na widoku osiągnięcie osobistych korzyści, przez swoje samowolne poczynania narażał niejednokrotnie całość wyprawy na poważne niebezpieczeństwo.

Spod murów Nicei, krzyżowcy, nie licząc się z klimatem i trudnościami terenu, obrali najkrótszą drogę przez wyżynę anatolijską, wiodąca do Bramy Cylicyjskiej w górach Tauru. Pod Doryleum natknęli się na spóźnioną odsiecz turecką dla Nicei. Bitwa, na skutek nieskoordynowania działania wojsk łacińskich, omal nie zakończyła się ich klęską. Nadeszłe w ostatniej chwili odwody przechyliły jednak ostatecznie szalę zwycięstwa na stronę chrześcijan i otworzyły przed nimi drogę w głąb Anatolii.

Przemarsz przez stepową wyżynę pozbawioną osiedli ludzkich był dla krzyżowców, nieprzyzwyczajonych do klimatu azjatyckiego, niesłychanie ciężki. Armia poniosła wielkie straty spowodowane chorobami, głodem i dezercją; utraciła tez większość koni bojowych. Nie uległa jednak mimo to rozkładowi i po wkroczeniu na obszar zamieszkały oraz po wypoczynku w pomyślnych warunkach, była ponownie zdolna do kroków zaczepnych.

Przesadne wieści o niezwyciężoności krzyżowców ułatwiły im opanowanie Ikonium i złamanie ostatniej próby oporu wojsk emiratu w bitwie pod Herakleą. Z tą chwilą droga ku Bramie Cylicyjskiej stanęła przed uczestnikami wyprawy otworem. Wówczas jednak zaczęto się zastanawiać, czy kierować się wprost ku Palestynie, czy też zabezpieczyć sobie uprzednio zaplecze przez poparcie enklaw armeńskich walczących z Turkami, doprowadzając w ten sposób do osłabienia emiraty Ikonium. Pod naciskiem bizantyjskim ten ostatni wariant został przez większość wodzów krucjaty przyjęty. Jedynie Tankred i Baldwin wyłamali się z powziętej decyzji i ruszyli do Cylicji w nadziei opanowania jej na własny rachunek. Główne natomiast siły krzyżowców zboczyły ku północy i udzieliły pomocy Ormianom walczącym z Turkami w okolicy Cezarei Kapadockiej. Dzięki tej  dywersji powstała tam bariera chrześcijańska oddzielająca emirat Ikonium od pozostałych państw seldżuckich.

 

Utworzenie hrabstwa Edessy

Tymczasem Baldwin, który opuścił Cylicę, lecz nie zrezygnował z nadziei utworzenia własnego państwa feudalnego na wschodzie, pod pretekstem udzielenia pomocy ormiańskiemu władcy Edessy pospieszył za Eufrat. Zakończyło się to niebawem przejęciem rządów nad tym terytorium przed przedsiębiorczego Lotaryńczyka. W ten wiec sposób powstało tam pierwsze państewko łacińskie pod nazwą hrabstwa Edessy.

 

Kampania syryjska

Pozostała część krzyżowców wkroczyła tymczasem na teren Syrii i 20 października 1097 roku znalazła się pod murami Antiochii. Obszar Syrii i Palestyny był podówczas podzielony między cztery skłócone ze sobą emiraty: antiocheński, alepski, damasceński i jerozolimski. Obok tych większych terytorialnie państw muzułmańskich, istniały mniejsze niezależne okręgi, które swoją działalnością potęgowały istniejący chaos. Otóż krzyżowcy nie potrafili wyzyskać ani rozbicia sił muzułmańskich, ani też momentu zaskoczenia. Ich działanie w Syrii były tak powolne, że Turkom udało się zorganizować poważną obronę Antiochii w oparciu o siły nie tylko jednego emiratu, ale również jego niedawnych antagonistów i wrogów. Na skutek tego oblężenie przeciągnęło się przeszło pól roku, a krzyżowcy przenieśli, a krzyżowcy ponieśli bardzo dotkliwe straty.

Oblężenie dało pole do intryg ze strony feudałów planujących objęcie w swe posiadanie obleganego miasta. Bezkonkurencyjny okazał się w nich Boemund. Aby pozbyć się ewentualnych pretensji bizantyjskich do tego obszaru, sprowokował wycofanie się greckiego korpusu posiłkowego spod murów Antiochii. Dalszym etapem jego intryg było uzyskanie naczelnego dowództwa nad armią krzyżowców i przeprowadzenie szturmu miasta. A ze udało mu się uprzednio przekupić niektórych jego obrońców, szturm podjęty przezeń w nocy z 2 na 3 czerwca 1098 roku zakończył się opanowaniem Antiochii. Zwycięzców czekała jeszcze ciężka przeprawa z nadciągającą odsieczą emira Mossulu. I w tym jednak wypadku dowództwo skupione w rękach Boemunda przechyliło zwycięstwo na stronę łacinników.

Wyczerpani wielomiesięcznymi walkami, domagali się krzyżowcy odpoczynku. Ponieważ wielu feudałów wykorzystało tę przerwę dla zdobycia na własny rachunek posiadłości w Syrii, począł się on przeciągać w sposób niepokojący. Krucjacie poważnie zagroziło w tych warunkach niebezpieczeństwo zakończenia wyprawy u samych wrót Palestyny.

 

Kampania palestyńska

Nacisk drobnego rycerstwa skłonił wielkich feudałów, nie zainteresowanych osobiście opanowanymi obszarami Syrii, do podjęcia w styczniu 1099 roku dalszego marszu do Palestyny. Armia krzyżowców opuszczająca Syrię topniała jednak na skutek wielkich strat, dezercji i pozostawienia garnizonów na zajętych obszarach do około 20 000 ludzi, będących pod naczelnym dowództwem hrabiego Tuluzy – Rajmunda z St. Gilles.

W tym czasie zwycięstwa odnoszone w Syrii przez łacinników ośmieliły Fatymidów do rewindykowania Palestyny. Wszedłszy bez trudu w jej posiadanie, pragnęli jednak porozumieć się krzyżowcami, których uważali za naturalnych sprzymierzeńców w walce z Seldżukami. Obiecywali więc chrześcijańskim pielgrzymom wolny dostęp do miejsc świętych w Palestynie, pod warunkiem wszelako, że wyrzekną się wszelkich zamiarów zaborczych w stosunku do Ziemi Świętej. W nastrojach zwycięskiej krucjaty propozycje takie były oczywiście nie do przyjęcia i krzyżowcy znaleźli się na skutek tego w obliczu nowego wroga – egipskiego kalifatu Fatymidów.

W marszu ku Jerozolimie łacinnicy nie natrafili na poważniejszy opór. Garnizony fatymidzkie szukały schronienia za murami obronnych miast i unikały wali w otwartym polu. Losy wyprawy miały się przeto zdecydować  pod murami Jerozolimy, do której krzyżowcy dotarli  7 czerwca 1099 roku. Zastali miasto silnie umocnione, a jego okolice spustoszone, pozbawione żywności i wody. Mimo to, dzięki wsparciu uzyskanemu ze strony żeglarzy genueńskich, którzy właśnie wylądowali w Jaffie, udało się krzyżowcom zbudować maszyny oblężnicze i przy ich pomocy przypuścić do miasta szturm generalny. Po dwudniowych zmaganiach oblegającym udało się wedrzeć na mury (15 lipca) i przełamać zacięty opór obrońców.

Krwawa masakra mieszkańców miasta, która nastąpiła po jego zdobyciu, rzuciła wprawdzie postrach na ludność Palestyny, ale zamiast osłabić wzmogła w rezultacie jej wolę oporu. Opanowania Jerozolimy nie równało się przeto wyparciu wyznawców islamu z Palestyny.

 

Wstecz